Kolizja z… drzewem

Początek trzeciego etapu regat Velux 5 Oceans z Wellington do Punta del Este omal nie zakończył się dla Gutka źle. Kilkanaście godzin po starcie jego jacht Operon Racing miał niespodziewane bliskie „spotkanie” z dryfującym pniem drzewa. Wyglądało to dosyć dramatycznie. „Na trzy godziny przed wschodem słońca jechałem na zestawie drugi ref i solent, czyli duży fok. Chciałem się przespać. Nagle uderzyłem w coś, bardzo mocno. Myślałem, że to kontener, bo łódka się dość gwałtownie zatrzymała, był taki głuchy dźwięk. Na początku zupełnie nie wiedziałem, o co chodzi” – relacjonuje Gutek. – Obejrzałem wszystko, sprawdziłem w środku, czy nie ma przecieków, nie było, postawiłem genakera, bo fajnie wiało, ale Operon dalej ciężko płynął, już znowu zacząłem myśleć, że to samoster. Potem wzeszło słońce, wyszedłem na pokład, zacząłem znowu oglądać. Kiedy zatrzymałem się do wiatru, zobaczyłem duży pień, bardzo długi, jedna część wystająca aż za rufę, więc jakieś 10-15 metrów długości. Z pół godziny cofałem jacht, żeby się tego pozbyć, aż w końcu spadło. Jakbym ciągnął co najmniej dużego wieloryba.” Na szczęście jacht dobrze zniósł uderzenie. Po tym zdarzeniu Gutek zaczął nabierać szybkości i niwelować straty do prowadzącego Amerykanina Brada Van Liew. W tej chwili jest trzeci. Na drugiej pozycji płynie Derek Hatfield. Zderzenia z pływającymi w oceanie przedmiotami – pniami drzew, kontenerami, glonami czy w końcu zwierzętami to jedno z największych zagrożeń na jakie mogą się natknąć uczestnicy wyścigów takie jak Velux 5 Oceans. Gutek ma szczególne „szczęście” do tego rodzaju zdarzeń (o mały włos nie zderzył się z wielorybem podczas rejsu kwalifikacyjnego) i mocno na nie uważa. W tym wypadku trzeba jednak zachować daleko posuniętą ostrożność. Obecny etap wiedzie bowiem nie tylko przez najbardziej burzliwe wody na ziemi, ale także miejsca nabardziej odległe od stałego lądu. Gdyby, odpukać, coś się wydarzyło, o pomoc nie będzie łatwo.

fot.: Ainhoa Sanchez/wwi.com