Nic do niego nie mam

Już tylko około tysiąca mil morskich dzieli Gutka od Przylądka Horn. Operon Racing powinien go minąć za jakieś cztery dni. Czy tak będzie zależy od pogody, która jest niezwykle zmienna. Żeglarz minął już drugą bramkę bezpieczeństwa. Pomiar prędkości zakończył jako drugi. Na takiej też pozycji płynie. W rozmowie telefonicznej Gutek powiedział nam, że nie boi się Hornu, choć oczywiście czuje respekt przed tym legendarnym miejscem. „Ogólnie nic do niego nie mam. Ostatnim razem, jak tam byłem (dziesięć lat temu – red.), miałem 120 węzłów wiatru albo nawet więcej, bo elektronika przestała pokazywać. Zobaczymy, jakie warunki będą tym razem.” Na stres Polak reaguje w różny sposób. Kiedy coś nie idzie na pokładzie „rozmawia” z urządzeniami. Czasem prosi je żeby lepiej działały, czasem krzyczy na nie a nawet klnie. Dzięki temu odreagowuje i uspokaja się. Choć Gutek bierze udział w regatach nie zamierza szarżować opływając Horn. „Najważniejsze jest bezpieczeństwo – mówi”. Polak jest dobrze przygotowany na trudne sytuacje. Na pokładzie jego jachtu jest pięć GPS-ów, cztery telefony satelitarne i cztery komputery (są też mapy papierowe). Wszystkie te urządzenia zapewniają mu komfort nawigowania i kontakt ze światem w każdych niemal warunkach. Na w razie czego (odpukać!) na Operon Racing są dwie tratwy ratunkowe. W każdej chwili pomocy udzielić też mogą, cieszące się dobrą opinię, chilijskie służby ratownicze. Gutek wolałby jednak nie sprawdzać ich skuteczności. Kiedy są trudne warunki po pokładzie porusza się wpięty do specjalnej linki bezpieczeństwa. Opływając samotnie Horn żeglarz zamierza zapalić cygaro. Wziął ze sobą dwie sztuki. „To – jak mówi – na wszelki wypadek gdyby coś poszło nie tak.”