Nieszczęścia chodzą…

Gutek odpoczywa w Fortalezie oszczędzając poturbowane żebra. Trzyma się zaleceń lekarzy, a to oznacza, że mniej się rusza. Dla człowieka tak aktywnego jak on oznacza to jedno – nudę. Zwłaszcza, że na Operon Racing już prawie wszystko co miało być naprawione naprawione zostało. Niestety z uszkodzonym kilem Gutek będzie musiał płynąć aż do końca regat Velux 5 Oceans. Ani w Fortalezie ani w Charleston nie ma możliwości jego naprawy. Ostatnich drobnych prac jakie zostały do zrobienia na jachcie pilnuje, obecny na miejscu członek zespołu brzegowego polskiego żeglarza, Maciej Marczewski zwany „Świstakiem”. Fortalezy Gutek nie miał okazji dokładnie obejrzeć, ale jego zdaniem zmieniła się na lepsze od czasu kiedy był tu ostatnio czyli dziesięć lat temu na pokładzie Warty-Polpharmy. Niestety pojawiła się kolejna niedogodność. Kiedy rozmawialiśmy dziś z Gutkiem mocno pociągał nosem. Okazało się, że załapał jakieś potężne przeziębienie. „U mnie nieszczęścia nie chodzą parami tylko chyba jakimiś tabunami” – żartuje Gutek. Plan na ten tydzień jest następujący: jutro wizyta angielskiej telewizji, we wtorek kontrola żeber u lekarza a w środę albo czwartek wypłynięcie z Fortalezy. Jeśli tak właśnie będzie Gutek powinien spokojnie zdążyć do Charleston na start ostatniego etapu regat Velux 5 Oceans, który planowany jest na 14 maja. Żeglarz sprawdzał już prognozy pogody. Twierdzi, że warunki meteorologiczne powinien mieć w drodze do USA niezłe. W Charleston będzie miał tylko kilka dni aby przygotować się do dalszego rejsu do La Rochelle, ale powinien zdążyć. A może to być emocjonujący wyścig. Jego rywale zbliżają się już do mety w Charleston. Wiele wskazuje, że do ostatniego etapu regat Velux 5 Oceans Polak i Kanadyjczyk Derek Hatfield wystartują z taką samą liczbą punktów.