Tolkmicko cz. 1

Spotkanie Gutka z kibicami, które w miniony weekend odbyło się w Tolkmicku wypadło znakomicie. Eliza Gutkowska relacjonuje na gorąco: „Pogoda pierwszego dnia (tj. w piątek) nie dopisała. Było mokro i wietrznie (jak na Oceanie Południowym). Myśleliśmy, że pogoda wystraszy uczestników. Ale widać są to zaprawieni w bojach żeglarze. Byli wyjątkowo dobrze przygotowani do zajęć. Przyjeżdżamy późnym popołudniem. Kwaterujemy się na plebanii w Tolkmicku :-). Myślałam, że takie plebanie spotyka się tylko w serialach („Plebania” czy „Ojciec Mateusz”). Byliśmy zaskoczeni jak nigdy w życiu. Dom misyjny i plebania kierowana przez salezjanów niczym nie przypomina plebanii z jakimi mieliśmy wcześniej styczność. Dom otwarty dla wszystkich, proboszcz z którym można konie kraść, a Pani Ela opanowuje kuchnię i ma oko na wszystko. Proboszcz Sławek porywa nas najpierw do znajomych a tam stół zastawiony jak na weselu…. Później (deszcz trochę odpuścił około godz. 21) jedziemy na piknik. Spotkanie było rewelacyjnie towarzyskie, Gutek czuł się jak na spotkaniu z długo niewidzianymi kolegami. Atmosfera koleżeńsko-rodzinna, ognisko, kiełbaski i nikomu nie przeszkadzała pogoda. O której się skończyła? Nie wiem!!! Na drugi dzień (tj. w sobotę) oczywiście obiecany kapuśniak, na którego ochotę miałam już z parę dni wcześniej. Słońce tym razem dopisało choć wiatr nie odpuścił. W ciągu dnia mogliśmy wreszcie podziwiać widoki z działki, na której był piknik. A było na co popatrzeć. Widok na cały Zalew Wiślany. Gucio dostał pamiątkowy miecz wbity w kamień (niczym legendarny król Artur). Dziękujemy wszystkim organizatorom (w szczególności „Siekierkom” – Tomkowi i Marzenie). I na pewno wracamy do Tolkmicka, jak tylko nadarzy się okazja!”.

 

Fot.: Kasia Michałowska