Team Sanya zawija na Madagaskar

 

Prowizoryczne zabezpieczenie salingu i want; fot. Andreas Soriano/Team Sanya/Volvo Ocean Race)

Prowizoryczne zabezpieczenie salingu i want; fot. Andreas Soriano/Team Sanya/Volvo Ocean Race)

Z powodu uszkodzenia takielunku, Team Sanya, jacht, który znajdował się dziś na prowadzeniu, zmienił kurs i płynie na Madagaskar, żeby ocenić skalę uszkodzeń i dokonać naprawy.

Na szczęście nikomu nic się nie stało, ale taka sytuacja zawsze jest koszmarem. Zawsze jest dylemat czy jechać dalej czy zawijać do portu. Czy to da się naprawić na wodzie … Pamiętam w zeszłym roku, kiedy po starcie z Kapsztadu i pierwszym tygodniu stania w ciszy bez wiatru nareszcie ruszyliśmy … Szło mi bardzo dobrze i strasznie się z tego cieszyłem. Moja radość nie trwała niestety długo, bo zaczęły się kłopoty z autopilotem, z którym walczyłem przez cały Ocean Południowy. Bez szans na zawinięcie do jakiegokolwiek portu – bo tam po prostu jest sam ogromny ocean. Udało się, ale łatwo nie było… Świetnie wiem, co czuje załoga Sanyi … Ale tutaj decyzja mogła być tylko jedna. Awaria takielunku może się skończyć utratą masztu, więc nie ma wyboru – jeżeli tylko do portu można dopłynąć własnymi siłami, trzeba to zrobić. Dla Sandersona to ogromny cios – pierwszy etap w plecy z powodu kadłuba, teraz takielunek. On ma świadomość, że jego jacht jest najwolniejszy, ale starał się nadrobić taktycznie, co mu się prawie udało. Szkoda, bo im mniej jachtów na wodzie, tym mniej emocji…