Team Sanya znów w drodze

 

fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Po serii testów nowego takielunku szósty jacht z floty Volvo Ocean Race, Team Sanya, w sobotę wyruszył ponownie na trasę. Sanya ma w tych regatach pecha…

Pierwszy etap musieli zakończyć jeszcze przed upływem pierwszej doby, bo w kadłubie pojawiła się dziura i jacht nabierał wody. Jednostkę przetransportowano statkiem do portu etapowego w Kapsztadzie, gdzie w rekordowym tempie została przygotowana do startu w etapie drugim. Tu jednak również żeglarze reprezentujący Chiny nie mieli szczęścia, bo w momencie, kiedy wychodzili na prowadzenie w wyniku bardzo dobrego ruchu taktycznego, ponownie zawiódł sprzęt. Tym razem był to jeden z salingów. Zlekceważenie awarii takielunku może prowadzić do utraty masztu, więc załoga zdecydowała się przerwać regaty i zawinąć na Madagaskar. Tam dostarczono części zamienne, a zespół brzegowy dokonał niezbędnych napraw (awaria prawdopodobnie była znacznie poważniejsza niż mówią oficjalne komunikaty, bo nawet biorąc pod uwagę trudności logistyczne z przesyłką niezbędnych rzeczy na Madagaskar, prace trwały dość długo – ok. 17 dni – i obejmowały prawdopodobnie wymianę takielunku stałego, ale to jest jedynie przypuszczenie.)

Obecnie na pokładzie Team Sanya znajduje się zaledwie sześciu żeglarzy, którzy mają za zadanie ukończenie pierwszej części drugiego etapu regat i doprowadzenie jachtu do bezpiecznego portu, którego lokalizacja jest trzymana w tajemnicy. Do celu ponad 2000 mil. Podróż do portu przeznaczenia powinna zająć mniej niż dwa tygodnie, załoga nie chce forsować jachtu, co nie znaczy, że będzie to rejs turystyczny. Plan jest taki, że Sanya dołączy do reszty floty w drugiej części trzeciego etapu z Abu Zabi do Sanya w chińskiej prowincji Hainan. (Ze względu na realne zagrożenie atakami piratów, po starcie w Abu Zabi 14 stycznia jachty znów statkiem zostaną przewiezione w inne miejsce, skąd wystartują ponownie.)

A w porcie w Abu Zabi wczoraj ścigały się tradycyjne łodzie arabskie: