Sztorm nie sztorm, Nowozelandczycy są wszędzie

 

Ostatnie chwile w porcie na płaskiej wodzie ... Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Ostatnie chwile w porcie na płaskiej wodzie ... Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

 

Regatowy meteorolog, Gonzalo Infante, prognozuje, że budujący się nad północnym Tajwanem monsun przyniesie w trakcie weekendu północno-wschodnie wiatry o prędkości 35-40 węzłów (7-8°B). Na osłoniętej zatoce w trakcie sobotniego wyścigu nie będzie to miało znaczenia, ale w niedzielę na pełnym morzu nie będzie lekko. Wysoka fala (6-8m) zdąży rozbudować się na całym Morzu Południowochińskim…


 

Liderzy klasyfikacji, Hiszpanie z Telefoniki zdecydowali się na zdjęcie takielunku, bo rutynowa kontrola ujawniła jakiś problem. W związku z tym nie popłynęli na ostatni trening, ale coś za coś. Przy takiej prognozie oraz pamiętając o dwóch połamanych już w tych regatach masztach, nie dziwię się, że dmuchają na zimne. No i mają budżet. Martinez mówi: „Zdecydowaliśmy się wymienić cały takielunek, ponieważ nie podobało nam się to, co dziś odkryliśmy, a mamy zapasowy komplet, którego już używaliśmy i który jest stuprocentowo pewny”. Takim to dobrze …

 

Tymczasem port docelowy nowego etapu, Auckland w Nowej Zelandii, dla wielu chłopaków oznacza powrót do domu. Grant Dalton, Nowozelandczyk, czterokrotny uczestnik regat i dwukrotny zwycięzca, mówi: “Motywacja jest taka, że jeżeli przez dwa i pół dnia trzeba będzie siedzieć na balaście non-stop, to będziesz siedział.” Dalton jest dziś szefem ekipy Campera, która liczy 9 nowozelandzkich żeglarzy. Tyle samo Nowozelandczyków jest na pokładzie Sanya Lan. Na Pumie sześciu, na Azzamie 4, a po dwóch na Groupamie i Telefonice. Są wszędzie, ale nic dziwnego, bo to bardzo dobrzy żeglarze.

 

Grant Dalton, człowiek-legenda, dziś szefuje hiszpańsko-nowozelandzkiej ekipie CAMPERA. Fot. Ian Roman/Volvo Ocean Race

Grant Dalton, człowiek-legenda, dziś szefuje hiszpańsko-nowozelandzkiej ekipie CAMPERA. Fot. Ian Roman/Volvo Ocean Race