Powrót do Europy – etap 7 już zaraz

 

Team Sanya - czy będzie wielki powrót? / Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Team Sanya - czy będzie wielki powrót? / Fot. PAUL TODD/Volvo Ocean Race

Wszystkie sześć łódek – razem z naprawioną Sanya Lan, która nie brała udziału w poprzednim etapie – wystartuje już w najbliższą niedzielę do Lizbony. Skok przez Atlantyk nie jest długi (organizatorzy podają dwa dystansy: 3 590 Mm i  4131 Mm, zależy jak mierzyć), co nie oznacza, że zupełnie banalny…Historycznie transatlantycki etap VOR rozpoczynał się w Nowym Jorku lub Bostonie i kończył w Anglii, a optymalna trasa wiodła dość daleko na północ. Obecnie start jest właściwie z tropików, a meta w Lizbonie, co powoduje, że można obrać „klasyczną” trasę północną lub próbować płynąć „na skróty” prosto do Portugalii.

Jak zwykle, wszystko zależy od pogody, a strategia będzie zależała od bieżących prognoz. Po starcie z Miami można skorzystać z dodatkowego przyspieszenia jakie daje Golfsztrom (3-4 węzły w korzystnym kierunku przy wyborze wariantu północnego), ciepły prąd morski opływający zachodnie brzegi Ameryki Północnej i również płynący przez Atlantyk. Dodatkowo trasa wzdłuż brzegów Ameryki Północnej może być lepsza ze względu na formujące się w rejonie przylądka Hatteras niże, podążające śladem Golfsztromu. Decyzją strategiczną będzie wybór momentu, kiedy opuścić rejon pomyślnego prądu. Na razie nie wiadomo jednak, czy ta opcja jest pogodowo „opłacalna” – dokładna prognoza pogody obejmuje nie więcej niż 24 godziny.

Etap siódmy to cały Atlantyk, który bywa tak samo nieprzyjemny jak Ocean Południowy / http://maps.google.com/

Etap siódmy to cały Atlantyk, który bywa tak samo nieprzyjemny jak Ocean Południowy / http://maps.google.com/

 

W drodze do Europy jest jeszcze jedna przeszkoda –  konieczność omijania wyżu azorskiego, czyli rejonu słabych i kapryśnych wiatrów, który w dodatku zmienia swoje położenie. Nawigatorzy będą więc musieli być bardzo czujni przez cały czas, bo jak wiadomo słaby wiatr jest dużo trudniejszy od silnego, a dzięki minimalnym różnicom przy małej prędkości można znaleźć się nieoczekiwanie poza podium, jak Telefonica w ostatnim etapie.

 

„Będzie dużo wiatru, duże fale i dużo akcji” – mówi „dyżurny” meteorolog regat, Gonzalo Infante. „Północny Atlantyk może być tak nieprzyjemny jak Ocean Południowy, z falami do 10 metrów wysokości. Ten etap może wygrać każda z sześciu załóg.”

Punktowane regaty portowe już w sobotę 19 maja, etap zaczyna się 20 maja, w niedzielę, o godzinie 1700 UTC (1300 czasu lokalnego, 1900 polskiego) – orientacyjnie powinien potrwać około 11 dni.

Do końca regat pozostały jeszcze 3 etapy pełnomorskie i cztery wyścigi portowe. Bliska bardzo walka pomiędzy Pumą a Camperem pokazała, że obie te załogi potrafią zabłysnąć, niespodziewanie wyprzedzając liderów tabeli w postaci Telefoniki i Groupamy. Można przyjąć, że Sanya i Abu Dhabi są już bez szans, ale kwestia „kto wygra” ten etap oraz całość pozostaje wciąż otwarta, a takie sytuacje najbardziej lubimy :)