Nowe rekordy Gabarta, Golding obawia się déjà vu.

37 doba regat. Wciąż płynący na prowadzeniu Francis Gabart pobił w ostatnich dniach dwa rekordy – pierwszy mijając przylądek Leeuwin w piątek w nocy z czasem 34 dni, 10 godzin 23 minuty, oraz drugi, notując pomiędzy przylądkami Dobrej Nadziei a Leeuwin czas 11 dni, 6 godzin i 40 minut. Pierwszy z tych rekordów do tej pory należał do Vincenta Riou (poprawka o 2 dni 2 godziny 25 minut, rekord Vendée Globe z roku 2004-05), drugi do Michela Desjoyeaux (rekord z poprzedniej edycji, 2008-09, a poprawka wyniosła zaledwie 9 minut!)

Francis Gabart – kolekcjoner rekordów? / Fot. Vincent Crutchet / DPPI / Vendee Globe

Dzisiaj, w niedzielę, wg rankingu o godzinie 16.00, Gabart (Macif) prowadzi z przewagą 45 Mm nad Armelem Le Cleac’hem (Banque Populaire), a następnego w kolejności za nimi J.P. Dicka (Virbac-Paprec) dzieli od lidera aż 470 mil (ostatnia strata 200 Mm w ciągu doby na pewno nie wpłynęła na niego dobrze). Dalej są Alex Thomson (Hugo Boss, 785 Mm straty) i Bernard Stamm (Cheminees Poujoulat, 831 Mm), zamykając pierwszą piątkę.

Bardzo dobre wyniki ma ostatnio Javier Sanso (Acciona), dysponujący wszak jachtem tej samej generacji co prowadzące trzy – udało mu się nadrobić ponad 200 mil i dołączyć do płynącej przed nim grupy złożonej z Mike’a Goldinga (Gamesa), Dominika Wavre’a (Mirabaud) i Jeana Le Cama (SynerCiel). (W tej chwili wszyscy oni mają trudne warunki, 40-50 węzłów, gdzie, jak mówił dziś Sanso, „To wiatr dociska jacht a nie ty.”)

Mike Golding: „Proszę, tylko nie święta w Perth” / Fot. Mark Lloyd / DPPI / Vendee Globe

Mike Golding w trakcie dzisiejszej łączności z biurem regat miał jedną prośbę: „Tylko nie święta w Perth”. Wczoraj w szkwale o prędkości 35 węzłów stracił linę do rolowania dużego żagla przedniego, tzw. „code zero”, po czym znalazł się z wielkim łopoczącym płótnem w silnym szkwale na dużej fali – i tylko dzięki szybkiej reakcji udało mu się uniknąć większych uszkodzeń.  Kiedy już ochłonął, przyszedł czas na refleksję – właśnie w tej okolicy w trakcie poprzednich regat stracił maszt.

„Był moment, kiedy pomyślałem sobie: No ładnie, znowu to samo, proszę, tylko nie kolejne święta w Perth. Ale udało mi się jakoś ogarnąć sytuację oraz zaakceptować fakt, że nie był to mój najlepszy dzień. Inaczej byłbym na najlepszej drodze do zrealizowania samospełniającej się przepowiedni… Ale jestem już z powrotem na kursie. Cztery lata temu sytuacja była dość podobna – jedziesz z fałszywym poczuciem bezpieczeństwa przy wietrze 20 węzłów po czym przychodzi nagle 35…”

P.S. Jutro o godzinie 21.00 na kanale Discovery World drugi odcinek dokumentalnego serialu „Piekielne regaty” („Hell on High Water”) opowiadającego o regatach Velux 5 Oceans 2010-11, w których Gutek zajął drugie miejsce. Polecamy!

/mj