100 mil do celu

100 mil do celu

W piątek o godzinie 1900 czasu polskiego Zbigniew Gutkowski na pokładzie jachtu ENERGA znajdował się 119 mil morskich od mety rekordu. Odległość między nim a Markiem Guillemotem na Safranie wynosiła 46 mil. Gutek na ostatnie sto mil obrał inną strategię niż jego rywal i …udało mu się uniknąć spowolnienia w centrum wyżu, w którym znalazł się dziś w południe Guillemot. Przez ostatnie 6,5 godziny ENERGA pokonała 50,7 mil a Safran 38,5.

Przed obydwoma żeglarzami „ostatnia prosta”. Obaj mają szansę na pobicie rekordu Brytyjczyka Alexa Thomsona (8 dni 21 godzin 8 minut). Aby to stało się faktem, Gutkowski musi przypłynąć na linię mety znajdującą się w odległości 4 mil morskich od przylądka Lizard jutro, w sobotę 6 lipca, przed godziną 2238 czasu polskiego.

„Warunki wiatrowe są trudne” – mówi Jacek Pietraszkiewicz z Firmy NavSim współpracującej ze Zbigniewem Gutkowskim w trakcie obecnego rejsu. „Gutek obecnie znajduje się nad wyżem, który dziś w nocy zacznie się przesuwać. Potrzeba będzie bardzo precyzyjnych ruchów, aby optymalnie wykorzystać słaby wiatr oraz prądy pływowe” – dodaje.

Szacowany czas dopłynięcia Gutka na metę to jutro przed południem, ale przed nim cała noc skomplikowanych „szachów” z wiatrem i prądami.

Na Atlantyku / Fot. Energa Sailing

Poniżej historia, którą opowiedział nam Maciej Marczewski, kapitan techniczny jachtu Energa, dotycząca pierwszego spotkania Gutka oraz Marca Guillemot:

“W roku 2005 miał miejsce cykl regat Nokia Oops Cup w klasie ORMA 60 (trimarany 60-stopowe – przyp.red.), w Sztokholmie rozgrywano City Races. Marc Guillemot pływał wtedy na Nokii z Magnusem Olssonem, a Gutek na Bonduellu. Jednego dnia widzimy, że Marc jest na kei, a nie na wodzie. Więc powiedzieliśmy, że może wsiadać do nas. Skorzystał z zaproszenia. Zapowiedział jednak, że nie będzie niczego dotykał, ale może powiedzieć Gutkowi to i owo. W pierwszym wyścigu zajęliśmy 5 miejsce, potem 4, 3, 2, … 1. No i następnego dnia wsiadł do samolotu i poleciał podpisać kontrakt z Safranem. Na regatach Vendee Globe nie poznał nas, ale tam każdy zespół był w ferworze przygotowań. Kiedy wrócił do portu w Les Sables d’Olonne po awarii kila, niedługo po starcie, poszedłem do niego na łódkę powiedzieć, że nam przykro. Jak tylko stanąłem obok, Marc powiedział: Teraz już wiem skąd ciebie i Gutka pamiętam! Ze Sztokholmu!

W Nowym Jorku odnowiliśmy znajomość – taka to historia.”