Niecałe 400 mil

Niecałe 400, a dokładnie – według ostatniego raportu z godziny 15.30 UTC – 378 mil morskich dzieli jacht ENERGA oraz Zbigniewa Gutkowskiego i Maćka Marczewskiego od mety regat Transat Jacques Vabre w brazylijskim Itajai. Jaka będzie finalna kolejność  na mecie tych jachtów IMOCA, które wciąż pozostają na trasie, trudno przewidzieć, gdyż warunki atmosferyczne wciąż są zmienne i inne, niż podają prognozy pogody. Według wstępnych przewidywań Gutka jacht ENERGA powinien znaleźć się na mecie jutro wieczorem.

1530utc

Dzisiaj w rozmowie telefonicznej Gutek mówił też, że od momentu minięcia przez jacht ENERGA równika kilka dni temu, słońce nad pokładem zaświeciło jedynie raz i to na krótko:

Do mety jak widać zostało nam niecałe 500 mil. [Nagranie zarejestrowano kilka godzin temu – przyp.red.] Tak płyniemy od tego równika i bez przerwy jestem w sztormiaku, deszcz pada, słońce było tylko raz, i to dosłownie na kilka godzin. Płyniemy maksymalnie szybko, jak tylko możemy, niestety brakuje nam przednich żagli, gdybyśmy mieli chociaż genakera to przeciwników byśmy może wyprzedzili, ale nie mamy – mamy to co jest, więc jedziemy dalej. Spodziewam się być na mecie jutro wieczorem. Mam nadzieję, że pogoda się poprawi, bo Brazylia i w ogóle tutaj wody Oceanu Atlantyckiego są bardzo zimne, cały czas deszcz pada, szaro buro i ponuro, i w ogóle nieprzyjemnie, zupełnie inaczej niż poprzednim razem jak tu byłem …

Humor na pokładzie poprawiło jednak nietypowe znalezisko – czekoladki podarowane przed startem przez załogę jachtu Initiatives Coeur (Tanguy DeLamotte / Francois Damiens). Oto cała historia – również o wielorybie:

„Przed chwilą, dosłownie 10 minut temu złapałem kamerę do ręki, żeby nagrać wieloryba, który się wynurzył tuż przy samej burcie, ale to było jego jedyne wynurzenie, jedyny slad, taki kilwater na wodzie, niewiele widziałem, w każdym razie był czarny :) bo widziałem jego grzbiet. I to tyle, wieloryb zniknął.

Coś świeżego na pewno by się przydało zjeść, bo cały czas na liofilizie … Wszystkie rzeczy typu ciastka, cukierki, dawno się skończyły, czekolada jedna została, ale gorzka, której nie lubię. A wczoraj odkryłem pudełeczko jeszcze takie magiczne, które dostaliśmy od Tanguy DeLamotte przed startem – bombonierka jakaś. Właśnie teraz sobie podjadamy, bardzo dobre, Tanguy trzeba podziękować, bo kurcze przydało się w najlepszym momencie … [śmiech].”

A takie zdjęcia dostaliśmy z pokładu: