Żeglarstwo według Gutka

Żeglarstwo i woda bez siebie nie istnieją. Są ze sobą związane jak stare, dobre małżeństwo – czasem się kłócą, czasem kochają. Podobnie jest z wiatrem, bez którego nigdzie nie popłynę. Startując w różnych regatach, większość czasu spędzam tak naprawdę na wodzie, nie w domu. Teraz (w trakcie regat Velux 5 Oceans – red.) mam okazję doświadczać tej największej – oceanu. Ocean nie jest przyjazny dla żeglarza, mogę jedynie liczyć na jego „cieplejsze” przyjęcie. Ocean nie wybacza błędów. Człowiek nie może ujarzmić tego żywiołu, może z nim tylko współgrać. A stawka jest wysoka.

Woda jest niebezpieczna, ale jednocześnie niezbędna do tego, by przetrwać. Przy obecnej technologii mogę wykorzystać ją do swoich potrzeb. Na pokładzie Operon Racing mam na rufie zainstalowany generator wodny. Opuszczony do wody mechanizm dostarcza prąd na jacht. Działa jak minielektrownia wodna: malutka śruba wprawiana w ruch przez wodę przetwarza energię i dzięki temu systemowi nie muszę używać silnika do zasilania całego pozostałego sprzętu na jachcie. Oprócz generatora wodnego Operon Racing ma również zainstalowaną odsolarkę. Kolejny sprzęt, który wykorzystuje wodę oceaniczną dla moich potrzeb. Odsolarka pobiera wodę (oczywiście z oceanu), filtruje ją i dostarcza w postaci zdatnej do picia. Wprawdzie pozbawia ją jednocześnie potrzebnych minerałów, ale coś za coś.

Do życia na oceanie można próbować się przyzwyczaić, ale tylko próbować. Wstaję, wychodzę na pokład i widzę wodę. Wszędzie. Z każdej strony. Raz ma kolor błękitu i delikatną, gładką powierzchnię, a zaraz jest stalowo-szara i fale sięgają dziesięciu metrów. Ocean pokazuje w takich momentach swoją miażdżącą wyższość nad człowiekiem. Ale z drugiej strony chyba nikt nie jest w stanie zastąpić takiego wzrostu adrenaliny, jaką gwarantuje sternikowi zjazd jachtem na fali. Wszystko skrzypi, trzeszczy, jakby za chwilę jacht miał się rozpaść. Zjazd i znów wspinaczka pod kolejną falę. Innymi słowy: rodeo na wodzie.

Ocean jest też piękny. Te wschody i zachody słońca, gdy cały ocean błyszczy wszystkimi odcieniami żółci, pomarańczy i czerwieni… Nie zapomnijmy też o faunie. Widok różnych gatunków delfinów, wielorybów czy ptaków oceanicznych, a w szczególności tych najpiękniejszych – albatrosów – jest niezapomniany. Pomimo tego, że nieraz pytam sam siebie „Po co to wszystko? Co ja tutaj robię?”, to w końcu i tak się nie poddaję. Bo żeglarstwo to moja największa miłość…

fot.: Ainhoa Sanchez/w-w-i.com